Kościół Św. Mikołaja

 Źródło: Pangritz – Kurier

 

Ten interesujący wykład został przedstawiony przez generalnego wikariusza dr Mieczysława Józefczyka 21. czerwca 2001, o godz. 10.30 w ramach Dni Elbląga, w sali domu Św. Ducha nr 4, byłym Muzeum Miejskim Miasta Elbląga, w obecności przedstawicieli Miasta Elbląga,
elbląskiego życia kulturalnego, członków elbląskiej Mniejszości Niemieckiej i grupy byłych elblążan z RFN, także członków Elbing-Club-Pangritz-Kolonie.

Dr Józefczyk uprzejmie udostępnił do dyspozycji rękopis wykładu, aby mogli go przeczytać również czytelnicy „Pangritz-Kurier”. 

 

W lutym 1945 r. miasto Elbląg stało się Pompeją Północy. Stare Miasto zostało zniszczone w 98% a byłe Nowe Miasto w 100%. Pięć ewangelickich kościołów i jedyny katolicki częściowo spaliły się lub zostały ciężko uszkodzone. Lekko uszkodzone zostały tylko oba kościoły Kolonii
 Pangritz, na północy miasta.

Większość ewangelickich duchownych i z nimi duża liczba mieszkańców opuścili miasto w ostatniej godzinie, przed wtargnięciem do miasta Armii Czerwonej. W mieście pozostało tylko dwóch ewangelickich duchownych –proboszcz August Westren-Doll z kościoła Św. Anny i ksiądz Franz Jeroschewitz z gminy St. Paulus na Kolonii Pangritz. Ten drugi został zesłany na Syberię i zaginął. Proboszcz Westren-Doll, który pochodził z krajów Bałtyki i dobrze znał język rosyjski, był w stanie uratować życie swoje i swojej rodziny, oraz pomagać wszystkim ewangelickim Niemcom, którzy pozostali w mieście. W 1946 roku także on został wysiedlony i musiał opuścić miasto.

Z katolickich duchownych w Elblągu zostało czterech. Zarządca kościoła Św. Mikołaja dr Böning został zesłany do Rosji i po kilku miesiącach zwolniony. Zmarł jeszcze w tym samym roku, w Niemczech. Dwóch księży, opiekujących się chorymi, zmarło w 1946 r. wskutek zarażenia tyfusem.
Tylko jeden, ksiądz ewakuowany z Schilfelde w północno-wschodnich Prusach, uratował swoje życie i wiele pomagał ludności niemieckiej, do swojego wyjazdu w czerwcu 1946 r.

W tym roku (1946) wysiedlono większość pozostałych w mieście Niemców. Na koniec 1946 r. Elbląg liczył ponad 20 000 przesiedleńców z różnych stron Polski. 6 000 ze Wschodu, 4 000 z Zachodu, z Niemiec, Francji, Belgii i Holandii. Około 1950 r., po zakończeniu zorganizowanej akcji przesiedleń okazało się, że jedna trzecia nowych mieszkańców Elbląga pochodzi w Warszawy i okolic, jedna trzecia z okolic Gdańska i Bydgoszczy i jedna trzecia ze wschodnich terenów Polski, które po wojnie zajęli Rosjanie. Do tego doszły setki Polaków z Mandżurii i Ukrainy. Socjalne i polityczne położenie obywateli miasta bardzo trudne, nie było wody pitnej, oświetlenia i gazu. Zniszczone mosty na Wiśle utrudniały zaopatrywanie w żywność a Żuławy były pod wodą. Wszystkie zakłady rolnicze zostały przejęte przez rosyjską armię. Panował tyfus i każdego miesiąca umierało wiele ludzi. Także w politycznych wydarzeniach panował chaos. Nawet kościoły, zniszczone i wypalone przedstawiały przerażający obraz.

Pierwszym katolickim księdzem był franciszkanin Pracz-Praczyński, który od lata 1945 opiekował się byłą ewangelicką gminą St. Paulus. Po śmierci dwóch niemieckich katolickich księży przejął także gminę kościoła Św. Wojciecha na Kolonii Pangritz. Jako duchowny tajnej, polskiej armii próbował ukryć się w Elblągu przed służbą bezpieczeństwa, został jednak aresztowany i trzy lata spędził w więzieniu. Jego brat został skazany na wieloletni zakład karny.

Drugiego kwietnia przybył do Elbląga również polowy duchowny LWP, Ludwik Białek, który zdecydował się na współpracę z rządem komunistycznym. Próbował być wierny kościołowi i chciał objąć w posiadanie wszystkie leżące w gruzach kościoły i je odbudować. W archiwum parafialnym znajdują się do dzisiaj dokumenty na ten temat. Udało mu się jednak tylko przejęcie kościoła Św. Mikołaja i całego wyposażenia ewangelickiego kościoła Św. Marii.  To ostatnie pozostało jednak tylko teorią, ponieważ przeniesienie większość tego wyposażenia do kościoła Św. Mikołaja trwało prawie 10 lat. Prace remontowe przy kościele Św. Mikołaja posuwały się bardzo wolno i prawie nie było widać postępu. Ludzie byli pełni zwątpienia, czy kościół w ogóle zostanie odbudowany. W archiwum znajduje się list wiernych do wizytatora apostolskiego z pilną prośbą o pozostawienie ruin Św. Mikołaja i zgodę na odbudowę kościoła Św. Anny. Pierwszy kościół miał jeszcze przez sto lat wystawiać z gruzów Starego Miasta. Kościół Św. Anny znajdował się w środku ówczesnego centrum mieszkalnego. Administrator apostolski kazał jednak odbudować najbardziej szacowny kościół Św. Mikołaja, będący od stuleci ozdobą i symbolem.

Rozpoczęto od pokrycia obu bocznych kaplic. Od końca 1947 Białek został przeniesiony do Magrabowej – Olecko. Przyczyną nagłego przeniesienia były zbyt bliskie stosunki z władzami państwowymi. Nowy proboszcz i dziekan Wacław Hipsz. Nadał pracom budowlanym nowe przyśpieszenie. Na wielką skalę, we wszystkich kościołach miasta i okolic zorganizował misję narodową. Z powodu jego szacownej osobowości, wierni dawali mu wielkie wsparcie. Udało mu się zbudować betonowe sklepienie nad murami kościoła.

W międzyczasie dziekanowi Hipszowi udało się zdemontować trzy dzwony z kościoła Św. Anny i zawiesić na wieży Św. Mikołaja. Kościół Św. Anny, chociaż tylko lekko uszkodzony, miał być wyburzony. Ponieważ dzwony nie były z brązu lecz stali, nie zostały w czasie wojny zabrane przez nazistów.

Niestety jego działalność doprowadziła do wygnania go z Elbląga 10. lutego 1952 r., przez władze komunistyczne, przy czym oparto się na prawie tzw. pasa granicznego. Starania i interwencje prymasa Wyszyńskiego o zatrzymanie w Elblągu odważnego księdza, nie dały efektu. Wydarzyło się to 12 lat po usunięciu z Elbląga przez gauleitera Forstera jego poprzednika Arthura Kather’a.

Na dwa lata prace budowlane musiały zostać zatrzymane. Wszystkie starania obsadzenia Św. Mikołaja innymi księżmi, padały ofiarą oporu komunistów. Chcieli oni aby to ważne miejsce pozostało bez obsady albo zapewnić je tzw. patriotom. W międzyczasie, wypalony lecz nadający się do odbudowy dom parafialny został rozebrany.

W roku 1954 przyszedł w końcu do Elbląga nowy proboszcz i dziekan. Był to urodzony w Wilnie Gedymin Pilecki, który spędził już 4 lata w sowieckim więzieniu i potem rok w polskim, komunistycznym. Jako dobry organizator i kierownik budowlany wziął się za opóźnioną budowę i urządzenie wnętrza. Prace w środku  dotyczyły wielu obszarów. Wypalone wnętrze otrzymało nowy tynk, z kolumn tynk jednak usunięto . Ze zniszczonego po 1945 roku kościoła w Kadynach, zbudowanego przez w 1913 r. przez cesarza Wilhelma II, udało się otrzymać piękny nowogotycki ołtarz, który służył już jako ołtarz główny kilka lat w kościele Św.  Mikołaja. W roku 1955 kościół otrzymał ołtarz z kościoła Trzech Króli, przechowywany przed nadchodzącym frontem w Dörbeck i zaraz po wojnie znalazł miejsce w kościele Św. Pawła.

W tym samym roku, proboszczowi i dziekanowi Pileckiemu udało się otrzymać z magazynu dzieł sztuki w Oliwie, ambonę z Kościoła Św. Marii. Następnymi były ołtarze wiślanych flisaków, czeladników szewskich i z byłego ołtarza głównego tylko pomalowane skrzydła bez płaskorzeźb oraz figury Madonny, Barbary i Magdaleny.

Wrócił również ołtarz browarników, który już przed wojną był własnością kościoła Św. Mikołaja. Wprawdzie uszkodzone, lecz zachowane zostały ze starego wyposażenia kościoła następujące rzeczy: kamień nagrobny Johannesa Grölle z roku 1355, chrzcielnica z brązu mistrza Bernhuser’a z roku 1387, pomnik nagrobny burmistrza Valentina Bodeckers’a z roku 1588. Pod gruzami i popiołami znaleziono większość sławnego krzyża relikwii. Z figur drewnianych znaleziono, częściowo uszkodzonych 12 apostołów i figurę Św. Mikołaja, ludzkiej wielkości, z roku 1400. W magazynie w Oliwie znajdowała się czterometrowa figura ukrzyżowanego Jezusa, niestety bez ramion, utrąconych przez rosyjskich żołnierzy w 1945 r. w Neukirch-Höhe.  Gdy Pilecki otrzymał figurę, kazał wykonać nowe ramiona i zakonserwować całą figurę. Lecz dzielny Pilecki musiał myśleć nie tylko o wyposażeniu wnętrza, ponieważ stara świątynia boża, kiedyś perła i ozdoba miasta, była z zewnątrz w smutnym stanie. Gotycki kościół bez dachu, trudno sobie wyobrazić. Poranione ściany, wybite okna, patrzące jak martwe oczy, bezradnie wyciągnięta w kierunku nieba stalowa konstrukcja wypalonej wieży, do tego wrogie nastawienie władz, ubóstwo wiernych, brak materiałów budowlanych – tego wszystkiego było zbyt wiele nawet dla uzdolnionego człowieka. Bez pomocy wielu współpracowników nie mógł tego dokonać.  Z roku na rok ludzie przyzwyczajali się do swojego kościoła i kochali go coraz bardziej.

Pilnie pracowano, legalnie i nielegalnie. W ten sposób kościół otrzymał trzy dachy, jak przed pożarem w roku 1777, zamiast jednego przed 1945 r. Trzy dachy wykonano według średniowiecznych rysunków. Z powodu dużego zagrożenia pożarem, konstrukcja dachu została wykonana z gotowych części betonowych, zamiast z drewna. Niestety rozwiązanie to miało także swoje wady. Ponieważ duża masa betonu nie jest dostatecznie elastyczna, co roku, czasem wielokrotnie w czasie burz spada niekiedy tysiące dachówek. Wieża stała jednak dalej bez pokrycia. Uszkodzona konstrukcja stalowa mogła być naprawiona tylko częściowo. Ponieważ brakowało pieniędzy i blachy miedzianej, wieża została pokryta blachą ocynkowaną. Aby zamurować wiele dużych dziur w murze wieży, potrzeba było szczególnie dużych cegieł. Gdy w 1955 rozebrano resztki kadyńskiego kościoła, udało się proboszczowi Pileckiemu kupić ich kilkadziesiąt tysięcy i można je dzisiaj rozpoznać po ich jasnym kolorze.

Dopiero potem zabrano się za dalsze wyposażanie wnętrza. Ściągnięto ławy kościelne z przekształconego na magazyn mebli kościoła w Neuenburg i położono nową podłogę z płyt marmurowych.

Na drodze do Olsztyna samochód proboszcza Pileckiego wpadł na lodzie w poślizg i pracowity duchowny 7.12.1967 r. poniósł śmierć.

Po kilku miesiącach i wielu negocjacjach biskupa z władzami, stanowisko proboszcza w kościele Św. Mikołaja przyznano księdzu i dziekanowi z Angerburga. W połowie marca 1968 do Elbląga przybył nowy proboszcz, Mieczysław Józefczyk aby zapoznać się z nowym zadaniem.

Niestety nie można było myśleć o kościele. Stary dom parafialny przy Alstädtischen Wallstraße, kiedyś siedziba ewangelickiego superintendenta dr Schack’a, stał w ruinie. Według zarządzeń władz miała być rozebrana i miano zbudować nowy dom. Zezwolenie na budowę nie było łatwe do uzyskania, najpierw trzeba było udowodnić, że kościół jest właścicielem gruntu. Było to niemożliwe, ponieważ komuniści zaraz po wojnie zajęli i skonfiskowali wszystkie posiadłości kościelne. W drodze wyjątku władze mogły dać zezwolenie, ale tylko duchownym należącym do tzw. „Ruchu Patriotycznego”. O tym jednak nie mogło być mowy i dlatego należało się natrudzić aby najpierw nielegalnie rozpocząć budowę. Tak więc w latach 1971 i 1973 na Starym Mieście odbudowano dwa domy. Przy wykonywaniu ścian szczytowych i portali potrzeba było dużo piaskowca. Przy tej okazji poprawiono wiele szprosów i rozet w oknach kościoła, częściowo wykonano na nowo. Kupiono 7 wagonów kolejowych piaskowca i przerobiono go.

Po poprawie okien można było myśleć o witrażach. Tak powstały liczne mozaiki, których tematem głównym jest biblijna historia stworzenia świata aż do Sądu Ostatecznego. Malowidła na szkle powstały w ciągu 20-letniej pracy do 1969 do 1988 roku.

Także przy tych pracach wnętrze kościoła było przygnębiające. Pierwotna farba i złocenia  figur dwunastu apostołów powstałych około 1405 roku, została w XIX i XX wieku pokryta nową farbą i farbę tą onserwatorzy musieli troskliwie usunąć. Przy tej okazji figury zostały akonserwowane i uwolnione od robactwa. To samo stało się z figurą Św. ikołaja, pochodzącą z roku 1405. W roku 1972 była ona konserwowana. W tym amym roku do kościoła wrócił srebrny krzyż relikwia. W kapsule krzyża znajduje ię odłamek krzyża Jezusa, który od XIII wieku czczony był w kaplicy grodzkiej
Zakonu Niemieckiego i dopiero po jej zniszczeniu dostał się pod opiekę kościoła w. Mikołaja. Krzyż relikwia po odnalezieniu w gruzach i naprawie, znajduje się  prawej niszy kościelnego chóru.

Smutny był stan gotyckich ołtarzy. Trzydzieści sześć tablic z obrazami, częściowo bezmyślnie uszkodzonych, częściowo źle zamalowanych, wszystkie nadgryzione przez korniki, musiało być oddanych do konserwacji w Warszawie. Sukcesywnie konserwowane były same ołtarze.

Na pierwszym miejscu późnogotycki ołtarz cechu browarników (około 1515 r.) z Madonną jak i Św. Katarzyną i Barbarą. Brakowało mu wszystkich rzeźbionych ornamentów, które zostały troskliwie zrekonstruowane.

Jako drugi konserwacji został poddany, pochodzący z roku 1510 ołtarz wiślanych flisaków. Interesujące jest przedstawienie matki bożej w połogu.

Jako trzeci był były ołtarz główny z kościoła Św. Marii, którego części, jeśli można tak powiedzieć, były rozsiane po całym świecie. W ciągu 30 lat udało się zebrać wiele jego części, jak np. predella z Ostatnią Wieczerzą, trzy płaskorzeźby i ostatnio Św. Barbara, która 10 lat spędziła w Rosji i została odnaleziona w Gdańskim Muzeum. Po identyfikacji i konserwacji stoi ponownie na swoim miejscu. Brakująca figura Marii Magdaleny została na nowo wyrzeźbiona w drewnie. Trudnym i do dzisiaj nierozwiązanym problemem jest figura główna tego ołtarza – Madonna z roku 1400. Na krótko przed końcem wojny została wywieziona do Turyngii i w roku 1990 znaleziona przez elblążanina Alfonsa Steffen’a w katolickim kościele. Po dziesięcioletnich negocjacjach została złożona w muzeum diecezji w Fuldzie i w tym roku wystawiona w Lüneburg. Zwrot jest utrudniany przez kościół ewangelicki, który uważa ją za swoją własność. Nie chodzi nam o prawa własności, lecz o ważniejszy problem. Mam odwagę nazwać rzeczy po imieniu: czyż dzieła sztuki, stworzone kiedyś przez niemiecką rękę nie powinny być świadectwem minionego czasu na swoim miejscu? Czy ta kultura nie została zrabowana? Mimo wszelkiej biedy, mimo wszelkich trudności, rzeczy związane z kulturą były i będą pod staranną opieką. Czyż nie świadczą o pracowitości i talencie niemieckich artystów, niemieckiej myśli? Czy zostaną Niemcom zabrane, gdy wrócą do ojczyzny?

Teraz przechodzę do tematu głównego. W roku 1984 zbudowano trzeci dom parafialny z 9 pomieszczeniami na naukę. W tym okresie tygodniowo na naukę religii przychodziło 7000 dzieci i 1500 młodzieży, która mogła być prowadzona tylko w pomieszczeniach kościelnych.

Następnie zostało odrestaurowane epitafium burmistrza Valentina Bodeckera, które przeżyło już dwa pożary kościoła. Prace te wykonano w roku 1998, gdy po politycznych przemianach stosunki niemiecko-polskie zacieśniły się i gdy otrzymaliśmy finansowe wsparcie z Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej, dzięki poparciu Truso-Vereins, kierowanemu przez Hansa-Jürgena Schuch’a. Mogliśmy wyremontować konstrukcję trzech dachów i założyć nowe rynny. Wyremontowano również wieżę.

Prace restauracyjne mogły być kontynuowane również we wnętrzu. Były ołtarz główny kościoła Trzech Króli został restaurowany i konserwowany. Prace restauracyjne nad Marią i Janem jeszcze trwają. Z pierwszej figury zachowała się tylko głowa a z drugiej tylko korpus bez głowy. Obie zostaną pod koniec tego roku ustawione obok krzyża. Odbywają się również prace konserwacyjne przy południowym portalu, pochodzącym z XIV wieku. Glazurowane cegły zostały przed kilku laty obite i otynkowane cementem. Za miesiąc portal będzie wyglądać ładniej.

Naszym zamierzeniem na przyszłość jest poprawa murów zewnętrznych, oczyszczenie cegieł i odnowa spoin, które są od stuleci wymywane. Kościół Św. Mikołaja, ozdoba i perła całego miasta Elbląga musi i będzie, jak zawsze promieniować swoim pięknem. 

 

***